Zabrać żeby dać
Nikt nie lubi, gdy mu zabierają. I nie ma tu znaczenia kto, po co i dlaczego zabiera. Nie ma tu też znaczenia ile po zabraniu jeszcze zostanie. Nie chcemy by nam zabierano i basta. Nie ma się co dziwić i nie sposób negatywnie oceniać takie zachowanie. Skoro mamy, skoro jest nasze dlaczego mamy dzielić się tym z innymi, jeżeli wcale tego nie chcemy.
Co innego gdy mamy czegoś w nadmiarze, wtedy często chcemy dać, głównie po to by pozbyć się kłopotu, ale czasami też dlatego by poczuć się komfortowo - och jacy jesteśmy dobrzy, dzielimy się z innymi. Bywa i tak, że jeszcze z tego tytułu skapnie nam jakiś bonus i wtedy jest już superowo.
Nie można więc oczekiwać, że pomysły zabrania czegoś dużej grupie ludzi spotkają się z jej aprobatą, szczególnie wówczas, kiedy inna grupa - grupa tych, którzy mają być beneficjentami tych zabranych dóbr, wcale się nie cieszy się uznaniem, a i cel tego rozdawnictwa nie spotyka się z wielką aprobatą.
Ci co dostaną pewnie przez jakiś czas się ucieszą. Ale wątpliwe by trwało to długo. Do wszystkiego można się bowiem szybko przyzwyczaić, a poza tym wszelka wartość z czasem się dewaluuje, a w okresie rozpędzającej się inflacji ten czas jeszcze mocno się skraca.
Jednych rozsierdzimy, innych tylko na krótko zadowolimy, dzieci raczej nie przysporzymy, po co więc nam to?
Dodaj komentarz