Patologia wspólnot mieszkaniowych
Największą patologią jest według mnie w ogóle funkcjonowanie tych tzw. wspólnot. Doskonale przecież wiadomo, że gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania. I bez tej, jakoby naszej narodowej cechy, niełatwo zarządzać współwłasnością. Co do zasady współwłasność powinna być stanem przejściowym, z możliwością zakończenia jej bytu przez każdego współwłaściciela, co przewidują i słusznie przepisy Kodeksu cywilnego. Niestety co do współwłasności związanej z lokalami jest inaczej.
Nie dość, że każdy właściciel lokalu jest współwłaścicielem budynku i gruntu na którym jest położony, to także w obrębie lokalu możliwy jest dalszy podział własności. Są więc, a z każdym rokiem ten proces nasila się na skutek chociażby zgonów dotychczasowych właścicieli, lokale mające kilku, a nieraz nawet kilkunastu współwłaścicieli. Jakie jest ich zainteresowanie takim lokalem (szczególnie tych, którzy w nim nie mieszkają) wie każdy zarządca takiej wspólnoty. Co gorsza, od pewnego czasu, na skutek beztroskiej legislacji, każdy taki współwłaściciel odpowiada tylko za swój udział, w wyniku czego zarządca niejednokrotnie w celu uzyskania należnych opłat za zarząd zmuszony jest do wytaczania nawet kilkunastu spraw sądowych dotyczących tylko jednej zaległości.
Jak już wspomniałem nie ma żadnej możliwości rozwiązania raz zawiązanej wspólnoty mieszkaniowej. Współwłasność lokalu teoretycznie można znieść, ale w przypadku, gdy dotyczy ona kilkunastu osób, żadna z nich nie jest na ogół tym zainteresowana. Już w przeszłości Polski tzw. rozbicie dzielnicowe doprowadziło do wieloletniego osłabienia państwa, a w pewnym okresie wręcz zaprzestania jego funkcjonowania. W przypadku wspólnot mieszkaniowych nie jest lepiej. O ile jeszcze duże wspólnoty, mające kilkanaście lub kilkadziesiąt lokali są jeszcze jakoś w stanie sobie poradzić, to dla małych na ogół kończy się to żałośnie co odzwierciedla widok zaniedbanych, niewielkich budynków, które przeważnie zawsze mają status tak zwanej małej wspólnoty. Co jeszcze bardzie utrudnia zarządzanie takimi budynkami, to wymóg jednomyślności współwłaścicieli we wszystkich istotnych sprawach, w tym oczywiście także remontach budynku.
Co do zasady jestem przeciwnikiem wywłaszczania, ale w przypadku wspólnot mieszkaniowych byłbym jak najbardziej za. Funkcjonowanie takich wspólnot w dłuższym okresie czasu pozbawione jest sensu zarówno pod względem ekonomicznym jak i społecznym. Utrudnia, czasami wręcz uniemożliwia prawidłowe zarządzanie substancją mieszkaniową i prowadzi do wielu patologii, w tym m.in. także do nadmiernego obciążania sądów. Zarządcy wspólnot zmuszeni są bowiem do niemal ciągłego prowadzenia spraw sądowych, których zakończenie nigdy nie rozwiązuje na dłużej problemu (o ile w ogóle go rozwiązuje) i skutkuje jeszcze większą ilością kolejnych spraw.
Ustawa o własności lokali wymaga więc pilnej nowelizacji, zaprzestania dalszego rozdrabniania własności i stopniowego przywracania normalności także w już objętych działaniem tej ustawy budynkach.